Sałatka ze śledzikiem

Uwielbiam śledzie pod każdą postacią. Robię również sałatki z dodatkiem śledzia. Ta sałatka jest pożywna i smaczna i może stanowić samodzielne danie na kolację.

Potrzebujemy 3 (podwójnych) śledzi ala matjas czyli w zalewie octowej, 1 czerwoną cebulę, 3 ogórki kiszone lub konserwowe (średniej wielkości), 4 średnie ugotowane w mundurkach ziemniaki, 1-2 jaja ugotowane na twardo, 2 spore łyżki śmietany 12% i 2 spore łyżki majonezu. Do doprawienia tylko pieprz i ewentualnie sól.

zdjecie130

Ziemniaki myjemy, gotujemy, studzimy, obieramy z łupiny i kroimy na niezbyt dużą kostkę. Jajo/a gotujemy na twardo, studzimy i również kroimy na niezbyt sporą kostkę. Śledzia odsączamy z zalewy, zdejmujemy z niego skórę i również kroimy w kostkę – podobnej wielkości do reszty składników czyli mniej więcej 1×1 cm. Cebulę obieramy i też w kostkę, z ogórkiem – wiadomo – kostka :-) Można do sałatki dodać również zamarynowaną wraz ze śledziami cebulę, krojąc ją drobniej.

Do pokrojonych składników dodajemy zmieszane w miseczce śmietanę i majonez i dodajemy pieprz. Mieszamy wszystko i odstawiamy na co najmniej pół godziny do lodówki żeby się „przegryzło”. Zanim przełożymy do salaterki proponuję skosztować. Kiedy sałatka odpoczywa w lodówce smaki się przenikają i może się okazać że trzeba dosolić lub dodać pieprzu.


Rybka lubi pływać- czyli dania z ryb:)

Podajemy z wędliną, żółtym serem i pieczywem. Idealna na Sylwestra, święta czy imieniny, choć w moim domu gości częściej ponieważ domownicy ją lubią.

zdjecie131

Polecam i życzę smacznego !

Żywa Szopka – tradycyjnie w Tarnowie

Dziś już tarnowianie chyba nie wyobrażają sobie świąteczno-noworocznych spacerów po Tarnowie bez odwiedzenia żywej szopki na terenie klasztoru ojców Bernardynów w Tarnowie przy ulicy Bema. pierwsza żywa szopka stanęła w tym miejscu w 2002 roku.

Tak też i ja z mężem i córką, tradycyjnie wybraliśmy się na świąteczny spacer właśnie tam.  zdjecie106

Oprócz ubogiej jak przystało na zachowanie tradycji, szopki, w zagrodach obejrzeć można owce, kuce, osły, bażanty, gołębie, kozy i kozły, dziki i udomowiony drób, króliki…

zdjecie107zdjecie108zdjecie109zdjecie110zdjecie111zdjecie112zdjecie113zdjecie114

nie może zabraknąć szopki, gdzie przycupnąć można przy dzieciątku ….

zdjecie115

Po odwiedzeniu szopki warto też przespacerować się po świątecznym Tarnowie, gdzie ulice i skwery pięknie zdobią śnieżne kule, sanie ciągnione przez renifery, olbrzymie bombki czy domek Mikołaja…. to kolejne cudne miejsca..zwłaszcza wieczorem, które tarnowianie chętnie odwiedzają i robią sobie tradycyjnie już też świąteczne zdjęcia…

zdjecie116zdjecie123zdjecie124zdjecie125zdjecie126zdjecie117zdjecie120zdjecie118zdjecie121zdjecie119zdjecie122

Zapraszam na spacer po …co prawda wciąż bezśnieżnym i dość ciepłym jak na tę porę roku, ale zimowym Tarnowie. Mam nadzieję że śnieg sypnie lada dzień i świetlne dekoracje nabiorą innego charakteru…naprawdę zimowego.

Przy okazji przypominam, ze strona blog.pl działa jeszcze tylko do końca stycznia 2018 roku. Zapraszam więc do odwiedzania już działającej od 2 tygodni nowej strony https://testerkablogerka.wordpress.com

Drożdżowy zawijaniec makowy

zdjecie91

Na świątecznym stole z pewnością zabraknąć nie może drożdżowego ciasta makowego. Jego przygotowanie od wyrobienia ciasta do jego upieczenia zajmie 2 godziny – nie więcej.

Potrzebujemy 250-300 g mąki przesianej przez sito – najlepiej użyć mąki do ciasta drożdżowego, 16 g cukru wanilinowego, 2-3 łyżki cukru kryształu, 5 dkg drożdży (w kostce), 1/3 szklanki ciepłego mleka, 3 łyżki śmietany 12%, 2 żółtka i 100g masła lub margaryny.

Na masę można użyć dużej puszki gotowej masy lub zrobić ją samemu. Ja akurat używam sprawdzonej przeze mnie i zawsze używanej masy gotowej.

Drożdże zasypujemy cukrem wanilinowym i kryształem, dodajemy ciepłe mleko, żółtka, delikatnie łączymy i zostawiamy w ciepłe miejsce do wystygnięcia. Do misy przesiewamy mąkę. Podałam 250-300 g ponieważ trzeba czasem mąki dosypać, zaczynamy od 250g. dodajemy do niej tłuszcz i rozgniatamy go palcami w mące, dodajemy wyrośnięte drożdże i śmietanę i wyrabiamy gładkie ciasto. W zależności od potrzeby podsypujemy mąką oczywiście.

zdjecie92

Dno misy podsypujemy mąką i układamy nasze ciasto. zostawiamy je do wyrośnięcia na około 30 minut w ciepłym miejscu.

zdjecie93

kiedy ciasto podwoi swoją objętość wyjmujemy je i delikatnie rozwałkowujemy na kształt zbliżony do prostokąta. grubość około 0,5 cm.

zdjecie94zdjecie95zdjecie96

Na tak przygotowane ciasto możemy wykładać gotową masę makową.

zdjecie97

Następnie delikatnie zwijamy w rulon płat ciasta i przekładamy na pergamin do pieczenia ciast. układamy na papierze do formy, łączeniem ciasta na spód wcześniej zwijając, zlepiając bądź podwijając boki rolady do spodu, tak aby masa nie wypłynęła przy pieczeniu. Ciasto wkładamy do formy i odstawiamy jeszcze na około pół godzinki do wyrośnięcia. tym razem użyłam formy długiej a wąskiej – 42×10 cm, czasem używam dwóch keksówek które są krótsze prawie o połowę. te proporcje wystarczają właśnie na dwie małe keksówki.

zdjecie98zdjecie99

Kiedy zrolowane ciasto wyrośnie, wkładamy je do nagrzanego do 180-190*C piekarnika na około 45 minut.

zdjecie100

Mniej więcej w połowie pieczenia, smaruję wierzch ciasta rozmąconym jajem, żeby skórka na górze była ciut twardsza i ładnie rumiana. Po upieczeniu wyłączamy gaz i zostawiamy lekko uchylone drzwiczki piekarnika aż temperatury na zewnątrz i wewnątrz zbliżą się do siebie.

zdjecie101zdjecie102

Gotowe ciasto wyjmujemy z formy. wystudzone możemy polać na wierzchu lukrem, posypać cukrem bądź polać czekoladową polewą.

zdjecie103zdjecie104

Ciasto jest smaczne, niezbyt słodkie a przede wszystkim domowe!

Życzę smacznego i udanych wypieków!

Pomysł na…stek z karkówki w sosie z tymiankiem Winiary

Ostatnim daniem z odsłony testowanych przeze mnie nowości Winiary stały się steki z karkówki w sosie z tymiankiem.zdjecie42

Niewątpliwie to danie było najlepsze ze wszystkich trzech jakie przyszło mi i mojej rodzinie skosztować.

Pieczone zgodnie z instrukcją z opakowania, w woreczku, a po upieczeniu wyjęte z niego i podane z sosem jaki podczas pieczenia się wytworzył. Danie smaczne, kruche i soczyste zarazem mięso, smaczne, to muszę podkreślić, smaczne po prostu. Gdybym miała wybrać które z tych trzech dań chciałabym kupić i częściej przygotowywać to zdecydowanie to!zdjecie43

Oczywiście wciąż pozostaję zwolennikiem samodzielnego przygotowywania potraw, ale czemu nie wykorzystać od czasu do czasu zdobyczy technologii, postępu i przemysłu? Na tle schabowych kotlecików i klopsików w sosie bolońskim, karkówka to mój faworyt i zdecydowanie wygrywa. Opinia ta nie jest odosobniona, ponieważ osoby którym dałam do wypróbowania wszystkie trzy warianty, również zdecydowanie stawiają na karkówkę – przypadek? Nie sądzę! :-P zdjecie44zdjecie45zdjecie46

Taka pieczona karkóweczka idealnie pasuje do ziemniaków tłuczonych/pure czy do pieczonych ziemniaków. Można podać też z frytkami ale będzie mniej „dostojnie”. Jeśli nie mamy na tyle umiejętności bądź wiary w nią, spokojnie możemy pokusić się o przygotowanie takiego mięsa na świąteczny obiad. Szybko, niedrogo, smacznie. Dla mnie zdecydowany nr. 1 pośród wszystkich trzech.zdjecie15

Ogólnie test Pomysłu na…Winiary oceniam pozytywnie. Skosztowałam może nie odkrywczych dla mnie ale nowych wariantów przygotowania mięsa  (różnego rodzaju). Ponad to mogłam podzielić się z moimi współtestującymi swoją opinią bądź pomysłem na wykorzystanie ów produktów, bowiem nie musimy się ograniczać wyłącznie do wskazanych na opakowaniu instrukcji i składników. Możemy je rozszerzać o dodatkowe „wsady” j.np do karkówki dodać pokrojoną w drobną kostkę marchew i groszek konserwowy baby. Do klopsików jak ja np. można do mięsa dodać ryż lub kaszę i np. suszone pomidory – smak będzie wyrazistszy.

Polecam eksperymentować choć trzymanie się wyznaczonego kierunku, nie koniecznie musi być nudne :-)

Polecam

Pomysł na…klopsiki w sosie bolońskim Winiary – testowanie ze streetcom

zdjecie32

Pomysł na…klopsiki w sosie bolońskim Winiary. To drugi z trzech dostarczonych mi to smacznego testowania wariantów nowych dań Winiary.

Do przygotowania tego dania potrzebujemy pół kilograma mięsa mielonego, czerwoną cebulę  i puszkę pomidorów. Sama saszetka Pomysł na to koszt około 3,50-3,70zł. Mięso mielone około 6-7 zł a pomidory i cebula? Mniej więcej 3-3,50 zł. Koszt przygotowania dania, zatem niewielki. Danie podajemy np. z makaronem.

zdjecie33

zdjecie34

Ja akurat miałam pod ręką niewiele ponad pół kilograma mięsa ale akurat z cebulą i ryżem, ponieważ zostało mi farszu a brakło kapusty po przygotowaniu gołąbków :-). Wykorzystałam to mięso oczywiście, dodałam jak w info na opakowaniu łyżeczkę przyprawy z torebki. Resztę zmieszałam z pomidorami z puszki. Z mięsa uformowałam kulki.zdjecie36zdjecie35

Mięsne kulki włożyłam do woreczka załączonego w górnej części torebki pomysł na.. a następnie wlałam całość przygotowanego z pomidorów i proszku z saszetki sosu.

zdjecie37zdjecie38zdjecie39

Delikatnie zamieszałam zawartość woreczka by połączyć mięsne kulki z sosem. Wstawiłam do nagrzanego do temp około 200*C piekarnika na około 35 minut.  W międzyczasie ugotowałam al dente makaron.  Po wyjęciu z piekarnika klopsików, wylałam je z woreczka do naczynia żaroodpornego w którym je gotowałam, dodałam makaron i połączyłam całość razem by makaron oblepił się sosem.

zdjecie40zdjecie41zdjecie32

Jak smakowało? no cóż, smakowały mniej niż schab w sosie z zielonym pieprzem. Nie były niezjadliwe, niesmaczne, ale miały troszkę sztuczny posmak. Nie bardzo przypadły nam do gustu. porównywaliśmy je – ja i moi domownicy, z podobnym daniem, które robię bez użycia pomysłu na… Podobne danie robię formując kulki z mięsa mielonego, z dodatkiem jajka – podobnie jak robi się sznycle (tudzież kotlety mielone) tyle ze mniejsze. Sos przygotowuję również z pomidorów z puszki, ale pomidorów krojonych. Dodaję do nich wówczas pieprz, sól, słodką paprykę, suszoną bazylię i troszkę suszonych pomidorów by smak był wyraźniejszy. Makaronu nie gotuję osobno, ale zapiekam to wszystko razem w naczyniu żaroodpornym, posypując przed podaniem startym żółtym serem.

Jeśli powiem że polecam to tylko osobom, które są zabiegane, albo tym które dotąd nie miały kulinarnych doświadczeń a chcą zaimponować komuś lub zrobić niespodziankę daniem własnoręcznie przygotowanym daniem- tak, takim osobom polecam. Ja…nazwę się doświadczoną gospodynią i mnie ten produkt nie zachwycił. Wolę swoje smaki, sprawdzone i takie które wiem, ze smakują moim domownikom.

Cena Pomysłu na klopsiki w sosie bolońskim to około 3,50-3,70 zł w zależności od sklepu. nie jest to kwota kosmiczna, dlatego warto samemu sprawdzić czy nam smakuje czy nie bo wiadomo nie od dziś, ze każdy z nas ma inny gust i smak. To co nie smakuje mi może zachwycić kogoś innego i uważam to za całkiem naturalne.

Ja spróbowałam i wiem, ze kupować nie będę – no chyba że np któryś z nastoletnich synów będzie chciał mi zrobić niespodziankę i samodzielnie przygotować danie – tak, to produkt szybki, niezbyt drogi i na pewno znajdzie swoich nabywców.

III Tarnowskie Smakowanie Świąt

To taki nieplanowany wpis, ale warto się podzielić tym co działo się już po raz trzeci na płycie tarnowskiego rynku w ramach Smakowania Świąt.zdjecie47

Inicjatywa Smakowania Świąt wzięła się z chęci podziękowania Tarnowianom za wspólne kreowanie wizerunku miasta – podziękowania od tarnowskich firm m.in restauracji, które tego dnia podczas wspólnego kolędowania częstują darmową strawą jak np żurek czy bigos lub ciasteczka.zdjecie48zdjecie49zdjecie50

Podczas degustacji można wspólnie śpiewać kolędy z m.in aktorami tarnowskiego Teatru lub nabyć przepiękne świąteczne dekoracje np jako upominki dla bliskich od handmadeowych wystawców, ręcznie robione stroiki i choinki robią wrażenie :-)

zdjecie51zdjecie52zdjecie53zdjecie54zdjecie55

Podczas imprezy, można było dostać również darmowe ciasteczka, które można było schrupać na miejscu lub zanieść do domu i zawiesić na choince :-)

zdjecie56

No i cóż….pogoda może nie była idealna ze względu na wilgoć i chłód, ale ogrzać można było się ciepłym żurkiem śpiewając kolędy. Miła atmosfera, fajna inicjatywa. To my mieszkańcy dziękujemy za to, że nasze głosy mają znaczenie, że miasto zmienia się dzięki władzy dla której nie jesteśmy niemi i niewidzialni. Miło spotkać się w gronie innych tarnowian i choć do Świąt jeszcze tydzień, wspólnie pośpiewać w klimacie christmasowym :-) zdjecie57

Winiary – Pomysł na….testowanie – kotleciki schabowe w sosie z zielonym pieprzem

zdjecie14

Ostatnio za pośrednictwem streetcom.pl stałam się jednym z testerów nowego produktu Winiary – Pomysł na…

Przyznam, że dość mnie to ucieszyło – głównie dlatego, że za chwilę święta i moje myśli skupione są na wyborze prezentów i klecenia świątecznego menu niż na gotowaniu na bieżąco ;-)

zdjecie15zdjecie16

Oczywiście prócz produktów dla mnie i mojej rodziny, były też próbki dla przyjaciół, znajomych…dla rodziny…oczywiście zostały przekazane!

Pierwszą wykorzystaną przeze mnie wersją nowego Pomysłu na…były kotleciki schabowe w sosie z zielonym pieprzem

zdjecie17

Przygotowałam 5 porcji schabu o grubości około 1,5 cm każdy, zgodnie z instrukcją też, delikatnie rozbiłam każdy z nich.

zdjecie18

Lista zakupów do przygotowania tego dania nie jest skomplikowana, długa ani nawet droga. Potrzebujemy jedynie schabu, pomysłu na i śmietany.

zdjecie19

Samo przygotowanie też trudne nie jest. Wystarczy przeczytać prostą – zaledwie czteropunktową instrukcję.

zdjecie20zdjecie21zdjecie22

Tak więc surowe, niczym nie doprawione mięso, rozbijamy lekko i przekładamy do załączonego woreczka.

zdjecie23

W zestawie my – testerzy dostaliśmy przydatną miseczkę, rozmącamy w niej proszek z saszetki z wodą. Tak przygotowaną zawiesinę wlewamy do mięsa wprost do woreczka po czym szczelnie zamykamy i delikatnie „mieszamy” w woreczku by płynna przyprawa ładnie obtoczyła mięso.

zdjecie24zdjecie25zdjecie26

Pieczemy zgodnie z info na opakowaniu czyli 45 minut w 200 *C

zdjecie27

Po wyjęciu z piekarnika, rozcinamy woreczek, przelewamy powstały sos do miseczki, dodajemy śmietanę i mieszamy.

zdjecie28zdjecie29

Gotowym sosem polewamy mięso. Takie danie podajemy najlepiej z ziemniakami pure bądź pieczonymi.

zdjecie30zdjecie31

A teraz moja obiektywna opinia….i się zacznie :-)

Mnie to danie nie zachwyciło. Być może zbyt gęsty powstał sos ponieważ ciut za mało wody dodałam do przyprawy. Drażniące dla mnie i moich domowników było wyjmowani sporych ziaren zielonego pieprzu z sosu. To po pierwsze.

Po drugie – sam smak sosu nie był jakiś …że niby WOW! Był przeciętny i szczerze mówiąc duszony przeze mnie schab, taki jaki do tej pory robiłam, bardziej smakował moim dzieciom i mężowi.

Innymi słowy – nie jest to danie złe, ale nie jest zachwycające. Na pewno sprawdzi się w domach gdzie w przeciwieństwie do mojego, raczej nie używam dań gotowych lub ‚torebkowych’ a przygotowuję niemal wszystko od A do Z samodzielnie.

Na pewno jest to produkt nowoczesny, szybki jeśli mówimy o przygotowaniu, niezbyt kosztowny – w zasadzie liczymy koszt zakupu mięsa + saszetki Pomysłu na… (około 3,50zł za opakowanie).  Alternatywa dla mniej umiejętnej gospodyni lub np kiedy chcemy żeby obiad przygotowały starsze dzieci.

Czy warto? Czy polecam ? Koszt – tak, jakość – hmmm powiedzmy ze tak, smak – nie najgorszy ale nie rewelacyjny. Uważam, ze każdy powinien sam ocenić więc nie pozostaje nic innego jak po prostu kupić pomysł na i spróbować samemu. Nie tracimy nic, a może akurat komuś do gustu przypadnie takie danie. Ja pozostanę jednak przy swoim pieczonym schabie.

Życzę smacznych testów :-)

Kiermasz Bożonarodzeniowy Tarnów-Rynek 2017

Wybrałam się z córką na tarnowski rynek, żeby zobaczyć co w trawie piszczy w związku z Bożonarodzeniowym Kiermaszem świątecznym. Kiermasz rozpoczął się od godziny 10:00 a potraw do około 19:00. Na rozstawionych stoiskach można kupić bądź skosztować regionalnych smakołyków takich jak wędliny, sery, wypieki słodkie, pieczywo…można kupić świąteczne stroiki i dekoracje z drewna czy ciasta. Co kwadrans odwiedzający kiermasz częstowani są również pieczonymi kasztanami – więc warto się wybrać np. po obiedzie w ramach spaceru, kiedy jesteśmy już po zakupach weekendowych :-) Na kiermaszu kupimy zabawki, prezenty świąteczne…wszystko handmade czyli rękodzieło jednym słowem. Pogoda sprzyja więc….po pierwszych relacjach, mam nadzieję zachęciłam do odwiedzenia płyty tarnowskiego rynku. Przed nami jeszcze występ zespołu ludowego Kumotry :-) i wiele innych atrakcji….jak choćby możliwość zdobycia żywego drzewka na święta.zdjecie1zdjecie2zdjecie3zdjecie4zdjecie5zdjecie6zdjecie7zdjecie8zdjecie9zdjecie10zdjecie11zdjecie12zdjecie13

Ważne, ważne bardzo ważne….naprawdę ważne :-)

Bardzo ważny komunikat!

Ponieważ tylko do 31.01.2018 roku, platforma blog.onet będzie dostępna dla blogerów i ich czytelników, informuję że wszystkie treści już teraz dostępne są pod nowym adresem tj.
https://testerkablogerka.wordpress.com/

Do czasu zamknięcia platformy treści publikowane będą pod oboma adresami. Zapraszam wszystkich do odwiedzania mojego bloga w nowym miejscu :-)

Poza adresem nic się nie zmienia!

Trustedcosmetics.pl – spóźnione ale szczere wyznanie Ambasadorki

Aż wstyd się przyznać, że tyle czasu mi zeszło na opisaniu paczuszki, którą dostałam w czerwcu. Tak, wstyd mi, ale jest! Piszę! Niestety w czerwcu działo się u mnie zbyt wiele, lipiec też nie szczędził wrażeń i tak z miesiąca na miesiąc….pomalutku i chyba na szczęście rok się już kończy a ja znalazłam wreszcie ciut czasu i motywacji by nadrabiać zaległości w recenzjach, artykułach i postach w ogóle :-)

Przyszedł więc czas i na trustedcosmetic.pl

Taką paczuszkę dostałam …..nie ważne kiedy :/ ale dostałam. Nie zdążyłam pochwalić się wszystkim co w niej znalazłam, ale nadrobię to właśnie w tym wpisie. Ja ogólnie lubię poznawać nowe kosmetyki, nowe marki i wcale nie słodzę jeśli coś dostanę za free a nie bardzo produkt mi odpowiada. Opinia moja więc będzie jak zawsze całkiem szczera.Paczuszki od trustedcosmetics.pl  są zawsze atrakcyjnie zapakowane, atrakcyjnie i ciut tajemniczo :-)

Zawartość tej bardzo mnie ucieszyła! Znalazłam w niej kosmetyki, które naprawdę fajnie się sprawdzają przy mojej cerze.  Trustedcosmetic jak zawsze zaskakuje mnie nowościami. Przyznam szczerze, że trochę też dzięki trustedcosmetic….no dobra, nie trochę hahah po prostu dzięki nim poznałam markę VIANEK, którą uważam obecnie za jedną z fajniejszych polskich marek! Przede wszystkich te kosmetyki są naturalne, a ich gama bardzo różnorodna. Właśnie dlatego bardzo cenię sobie znajomość z trustedcosmetics – dzięki nim odkrywam nowe marki, nowe kosmetyki i nowe alternatywy dopasowane do swoich potrzeb.

Przypominam, że trustedcosmetics.pl to nie tylko jakiś tam kolejny portal o kosmetykach! Sami go tworzymy, dlatego jest rzetelny, szczery i można opierać się na jego poradach i recenzjach. Zawsze znajdziesz tam ciekawe konkursy – jak ten w którym możesz wygrać świąteczny trustedbox „zwierzając” się jedynie z wymarzonego przez siebie prezentu :-)

Polecam zajrzeć w wolnej chwili na
http://www.trustedcosmetics.pl/
zrób sobie chwilę przerwy i zobacz jakie porady mają dla ciebie #TrustedCzytelniczki

Gabinety z Różową Wstążką – AVON kontra Rak Piersi

W tym roku – jak co roku zresztą poprosiłam swojego ginekologa o skierowanie na badanie USG piersi. Jest to moja profilaktyka od lat i nie tylko ze względu na to, że mając lat 17, wykryłam u siebie guzka w prawej piersi, który okazał się na szczęście niegroźnym włókniakiem, którego dość szybko usunięto mi chirurgicznie. Włókniak to niegroźna zmiana nowotworowa, ja miałam szczęście, ale dzięki tej historii uświadomiłam sobie już wtedy, będąc nastolatką, że nie ma znaczenia ile masz lat? Piersi trzeba badać, niestety rak dopada coraz więcej, coraz młodszych ludzi i jedyną obroną jest badanie się i świadomość zagrożenia. Wcześnie wykryte anomalie pozwalają walczyć z tą wstrętną chorobą bez względu na to czy jest to forma łagodna nowotworu czy złośliwe paskudztwo.

Wracając do skierowania…lekarz zdziwił mnie mówiąc że są teraz strasznie długie kolejki na to badanie i zaproponował, żebym zadzwoniła do przychodni która właśnie rozpoczęła zapisy na badania USG w ramach kampanii Gabinety z Różową Wstążką 2017. Zaraz po wyjściu z gabinetu zadzwoniłam i udało mi się załapać na jedno z ostatnich miejsc (była druga połowa września). Badanie miało odbyć się mniej więcej za 3 tygodnie a Pani poprosiła o przyniesienie ze sobą wpłaty 20 zł. Trochę mnie to zdziwiło bo skoro to jakaś Kampania….ale z drugiej strony, 20 zł to nie majątek a termin zamiast za 3 miesiące będzie za niecały miesiąc więc OK.

Kiedy wróciłam do domu, zajęłam się swoimi codziennymi sprawami po czym….przypomniałam sobie o owej kampanii, pomyślałam…zobaczę co to w ogóle. Nie chodzi o to, że nigdy nie słyszałam o Różowej Wstążce, pojęcie to obce mi nie jest, inicjatywa również, ale…..tak naprawdę nie wiedziałam zbyt wiele oprócz tego że Kampania działa na rzecz profilaktyki raka piersi i spraw kobiecych.

Jedną z pierwszych stron po wpisaniu hasła „różowa wstążka” wyskoczyła
http://avonkontrarakpiersi.pl/gabinety-rozowa-wstazka-2017/
. Zabrałam się więc za lekturę….

Każdego roku notuje się ponad 15 tysięcy nowych zachorowań. Co roku na raka piersi umiera blisko 5 tysięcy kobiet, głównie z powodu wykrycia choroby w zbyt zaawansowanym stadium. (cyt. ze strony). Niestety dane są przerażające szczególnie dlatego, że mówimy tu jedynie o raku piersi!!!

O kampanii więcej przeczytacie tutaj
http://avonkontrarakpiersi.pl/o-kampanii/

AVON globalnie od 1992 roku rozpoczął kampanię informacyjną, a od 1998 roku w Polsce prowadzona jest kampania Avon kontra Rak Piersi.

„Gabinety z Różową Wstążką” to program umożliwiający kobietom wykonanie badań USG piersi, kontrolne badania diagnostyczne oraz edukację na temat zachowań profilaktycznych. W 2015 roku Avon, wraz ze Stowarzyszeniem Amazonki Warszawa-Centrum, w ramach tej akcji dofinansował ponad 5500 badań w Gabinetach w całej Polsce. (cyt.ze strony).

Jeszcze przed badaniem otrzymałam w przychodni swój prezent od AVONrównie różowy co kobiecy zestaw kosmetyków – dziękuję :-). Jeśli moje 20 zł za wykonane badanie, w jakikolwiek sposób może wpłynąć na tę kampanię to jestem na TAK. Wydaje mi się że mimo że ciągle słyszymy gdzieś o jakichś akcjach to nie do końca tak naprawdę zagłębiamy się w ich sens, treść, w ich słuszność….do momentu aż sami potrzebujemy wsparcia …niestety. Czasem warto się zastanowić, zatrzymać, a na pewno warto mieć świadomość! warto się badać! warto poświęcić chwilę dla siebie.

Lada moment siądziemy przy wigilijnym stole, a po kolacji wypatrywać będziemy prezentów pod choinką. Jest jeszcze czas żeby sprawić mamie, siostrze, ukochanej….prezent w postaci szalu, kosmetyczki…coś praktycznego, coś kobiecego, coś pięknego a przy okazji wesprzeć akcję AVON kontra rak piersi.
https://www.avon.pl/539-606/wspieraj-z-avon/avon-kontra-rak-piersi/?pn=1

Pod tym linkiem lub u konsultantek AVON możecie kupić świąteczny prezent, prezent na walentynki, na urodziny, imieniny….bez okazji prezent i wspomóc tym samym naprawdę poważny cel. Co prawda akcja Gabinety z Różową Wstążką 2017 już się zakończyła, ale pamiętajcie o tym w przyszłym roku. Pamiętajcie, że to nie tylko jeden miesiąc w roku, ale raka piersi rozpoznaje się każdego dnia…nie pozwól żebyś to ty usłyszała tę straszną diagnozę zbyt późno

Tort na kruchym spodzie – SNIKERS

Co prawda to już było, ale……idą Święta i wszyscy szukamy nowych przepisów. Tego torcika zrobiłam córce na urodziny. Zwykle robię torty na biszkoptowych spodach, ale w książce, którą wygrałam niedawno w konkursie @gospodyni_czasopismo znalazłam ciekawy przepis na tort na kruchym spodzie.

Tort był tak naprawdę dla mnie niespodzianką, bo jak wspominałam – nie robiłam tortów tego typu. Okazał się jednak na tyle smaczny że wart powtórzenia, choć moim zdaniem bardziej w formie świątecznego ciasta, stąd też i czas i miejsce publikacji owego przepisu.

W mojej książce tort nazywa się SNIKERS – jak się jednak szybko po zapoznaniu z przepisem przekonałam – ze snikersem nie ma w zasadzie nic wspólnego :-)

SKŁADNIKI:

Na kruche ciasto potrzebujemy – 300g mąki, 200g margaryny, 5 żółtek, 1 łyżka kwaśnej śmietany, 100g cukru pudru, 1 łyżeczka proszku do pieczenia.

Na ciasto orzechowe - 150g orzechów włoskich, 5 białek, 2 łyżki bułki tartej, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 3 łyżki cukru kryształu

Na ciasto kokosowe – 1 szklanka cukru kryształu, 5 białek, 200g wiórków kokosowych

Na krem potrzebujemy – 2 szklanki mleka, 1 cukier wanilinowy (16g), 5 żółtek, 1 budyń śmietankowy, 3 łyżki cukru kryształu, 2,5 łyżki mąki pszennej, 2 kostki margaryny

Zaczynamy od upieczenia spodu kruchego. Zagniatamy więc ciasto, dzielimy je na pół i pieczemy na placki o tej samej formie. Pieczemy w temperaturze 200-220*C przez 20-30 minut. Osoby które w tej chwili zadają sobie pytanie – a czy na pewno z margaryną a nie masłem to ciasto? uspakajam – też się zastanawiałam  :-) Zawsze robię kruche ciasto na maśle, ale zaryzykowałam i okazuje się że można? można!

Ciasto kruche w piekarniku, więc my przygotowujemy ciasto kokosowe. Ubijamy zatem białka na sztywno – o tyle oszczędnie w tym przepisie, że co prawda wchodzi nam 10 jaj, ale nie zostaje nam na głowie pytanie co zrobić z resztą białek? Białka tak tu jak i przy cieście orzechowym wykorzystujemy na maksa. Do sztywnej piany z białek, dodajemy stopniowo cukier i dalej ubijamy by usztywnić ją bardziej. Dosypujemy całość wiórków kokosowych, łączymy delikatnie lecz spójnie i pieczemy w takiej samej formie jak kruche spody przez około 25-30 minut lecz w temperaturze 160-180*C. Uważajmy jednak by nie przesuszyć ciasta ponieważ skurczone nie będzie pasowało do reszty ciasta :-)

Ciasto orzechowe robimy podobnie jak kokosowe. Najpierw trzeba ubić na sztywno pianę z białek. Połowę naszych orzechów siekamy nożem na drobniejsze cząstki, a drugą połowę mielimy w maszynce. Do piany dodajemy cukier – by usztywnić jak w poprzednim cieście, a następnie resztę składników. Mieszamy delikatnie łopatką. Pieczemy jak ciasto kokosowe tj. 160-180*C przez 25-30 minut również uważając na przesuszenie.

Kiedy ciasta mamy upieczone i wystudzone możemy zająć się przygotowaniem kremu.  W połowie szklanki mleka, rozrabiamy budyń z mąką pszenną i żółtkami. Resztę mleka zagotować należy w rondelku z cukrem wanilinowym i cukrem kryształem. Wlać następnie rozrobiony proszek i ugotować budyń. Ostudzić. Następnie utrzeć obie margaryny i stopniowy dodawać schłodzony budyń. Ucierać należy na jednolitą masę.

Kiedy ta  będzie gotowa, można składać tort. Na jeden placek kruchego spodu, rozsmarowujemy część masy.

Posmarowany placek przykrywamy ciastem kokosowym i postępujemy podobnie jak poprzednio czyli smarujemy jego wierzch masą.

Przykrywamy ciastem orzechowym, którego wierzch także smarujemy kremem. Krem musimy sobie tak podzielić by przede wszystkim starczyło go na 3 przekładki. Ja podzieliłam na 4 żeby obłożyć nim brzegi i wierzch, choć w przepisie w książce gotowe ciasto polane jest jedynie z wierzchu czekoladą – ale to wybór indywidualny.

Tak więc i wierzch ciasto orzechowego smarujemy masą a następnie przykrywamy już ostatnim plackiem czyli drugim kruchym ciastem.

Teraz czas na dekorację. Ja niestety zdolności w tym kierunku nie mam i ubolewam ogromnie :/. Jak wspomniałam, w przepisie proponowane jest polanie wierzchu stopioną czekoladą, masą czekoladową, polewą…ja chciałam zrobić tort jasny stąd mój pomysł na dekorowanie wierzchu i brzegów resztą masy, którą specjalnie wydzieliłam.

Mój tort choć może nie wygląda imponująco, nie ma efektu wizualnego „WOW” ale wierzę że kreatywność Was – moich czytelników jest nieograniczona i zdolności niejednego z Was zachwycą. Mając w perspektywie już za dwa tygodnie Święta, można pokusić się o zieloną polewę, dekoracje z płatków lub masy cukrowej…ja oczywiście w głowie już to mam, ale hahah muszę to przećwiczyć.

Póki co, zostawiam Was z fajnym przepisem. Nie słodkim, nie zostawiającym tłustego osadu na podniebieniu, smacznym torcikiem.

SMACZNEGO

Paluchy ziemniaczane

Czasem jest tak, ze nagotujecie tych ziemniaków, nagotujecie, a potem nie wiadomo co z nimi zrobić. Wyrzucić szkoda – bo to przecież pieniądze, a ziemniaki dziś wcale nie tanie a i o dobre trudno – taka prawda. Oczywiście można takie tłuczone do obiadu potem podgrzać, dodać mleka i uduszonej na maśle cebulce i są naprawdę prima sort, ale można też zrobić z nich inne dania – farsz na ruskie pierogi, kluski śląskie, kopytka albo…..albo paluchy ziemniaczane.

Myślę że paluchy zna wiele osób, ale wiele o nich po prostu zapomniało. Szukamy to wciąż nowych przepisów, jakieś francje-elegancje, a zapominamy czasem o tym co robiły nam nasze babcie czy mamy. Do przygotowania paluch wiele nie trzeba. Ugotowane ziemniaki (1 kg) sól, 2 jajka, mąkę ziemniaczaną (2 łyżki) i pszenną (szklanka + druga do podsypania), olej do smażenia ewentualnie pieprz do doprawienia

Jeśli nie mamy ziemniaków „z odzysku” czyli tych tłuczonych po obiedzie, to zwyczajnie je gotujemy.

Ugotowane odsączamy i odstawiamy do wystudzenia.

Następnie przepuszczamy ziemniaki przez maszynkę do mielenia mięsa. Ziemniaki będą gładkie i bez grudek.Doprawiamy solą, można pieprzem ale nie trzeba, sól jest wystarczająca, chyba że lubimy na ostro :-), dodajemy jajo i mąki.Zagniatamy ciasto ze składników. Trzeba mieć na uwadze to, ze każdy ziemniak jest inny i musimy mieć przygotowane dodatkową mąkę do podsypywania i uzupełniania ciasta, które będzie mąkę wpijało.Ostawiamy gotowe ciasto by troszkę odpoczęło po czym dzielimy je na mniejsze cząstki. Toczymy z nich wałeczki

Przygotowujemy panierkę – mleko z rozmąconym jajkiem i tartą bułkę. Wałeczki zanurzamy najpierw w mleku a następnie w bułce.Następnie układamy na rozgrzanym głębokim oleju i smażymy krótko, ale na złoty kolor.Odsączamy na papierowym ręczniku i w zasadzie możemy już jeść.

Można też podać paluchy jako samodzielne danie przygotowując do nich sos grzybowy i surówkę.

Moje dzieci bardzo je lubią. Ostatnio, zanim sobie o nich przypomniałam robiłam je chyba z 7 lat temu! Od czasu jednak kiedy kilka miesięcy temu przypomniałam sobie o nich i wykorzystałam ziemniaki nie zjedzone z obiadu, często słyszę….a może paluchyyyyyyy? mamoooooooo

hahahah Jak wspominałam – wystarczy sama sól, ale ponieważ mam w domu koneserów ostrych smaków, osobiście dodaję czasem pieprzu. Polecam spróbować choć raz bo naprawdę fajnie smakuję. Ja nie znoszę marnotrawienia jedzenia  i staram się na maksa wykorzystywać wszystko co mam w lodówce lub co zostaje po np ugotowaniu rosołu czy po obiedzie, którego nie dało się już wcisnąć bo zrobiliśmy go za dużo. Polecam zresztą wykorzystywanie brzydko mówiąc resztek, ale nawet sama Nigella Lawson, której co prawda aż taką fanką nie jestem, ale wie jakie pyszności można wykombinować z niezjedzonych resztek :-)

Smacznego

Krokiety z białą kapustą

Pozostając w przedświątecznych klimatach przygotowałam krokiety z białą kapustą. U mnie w domu nie były podawane na Wigilię, ale wiem że w niektórych domach są. Przepis jest prosty, a same krokiety można zrobić nie tylko jako dani wigilijne, ale również jako samodzielny obiad czy noworoczną przekąskę.

Zaczynamy od smażenia naleśników. Proporcje…ja jak zawsze ‚na oko’. Około 2 szklanki przesianej mąki. Mniej więcej 0,75l – 1l wody mineralnej gazowanej, łyżeczkę proszku do pieczenia, 1/4 szklanki oleju, łyżeczkę płaską cukru, łyżeczkę soli. Całość mieszamy, odstawiamy do lodówki na około 30 minut a następnie smażymy naleśniki.

Na farsz – znów ‚na oko’ :-) Około pół białej kapusty – średniej wielkości główka. 1 duża cebula lub  2 mniejsze, tłuszcz do usmażenia farszu (ja preferuję i polecam około 10 dkg słoniny), przyprawy – sól, pieprz, maggi, kminek mielony.

Kapustę gotujemy mniej więcej al dente ale żeby była bardziej miękka niż twardawa.Odstawiamy do odsączenia i przestudzenia.następnie kroimy w kostkę

Słoninę kroimy w kosteczkę i wrzucamy na rozgrzaną głęboką patelnię. Kiedy wytopi się już z niej tłuszcz a kosteczki staną się skwareczkami, wrzucamy do niej pokrojoną drobno cebulę. Rumienimy i wrzucamy pokrojoną kapustę.Dodajemy przyprawy według własnego uznania, ale ja i moja rodzina lubimy kiedy czuć pieprz i kminek.uważać trzeba jedynie żeby nie przesolić. Odstawiamy. Farsz gotowy.

Z ciasta usmażyliśmy naleśniki.Nadziewamy je przygotowanym kapuścianym farszem.

Każdy naleśnik następnie obtaczamy w rozmąconym z mlekiem jajku a potem w bułce tartej.

Tak przygotowane, kładziemy na rozgrzany tłuszcz (olej lub smalec) i smażymy na złoty kolor.

odsączamy z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym.

Krokiety można podawać samodzielnie, można z barszczem czerwonym do picia, można z sosem grzybowym, można z jakąś surówką. Na pewno są smaczne i wcale nie pracochłonne.

To takie tradycyjne polskie danie. czasem zapominamy o zwyczajnym babcinym jedzeniu, krążąc gdzieś wokół drobiu bardziej lub mniej szlachetnego albo szukając daleko w owocach morza…co prawda i nimi nie gardzę ale warto od czasu do czasu…jak choćby właśnie w czasie świątecznym znaleźć miejsce na swoim stole, na te smaki, które na pewno przywodzą w pamięci smaki naszego dzieciństwa – moje na pewno.

 

Smacznego

Wigilijne uszka z grzybami – takich nie może braknąć na świątecznym stole!

Tak naprawdę jeszcze zaledwie 20 dni i zasiądziemy przy wigilijnym stole. Ja już przygotowałam tradycyjne w moim domu pierogi z kapustą kiszoną i leśnymi grzybami i uszka z grzybami leśnymi. Nie wyobrażam sobie podać czegoś innego. Wiem że w sprzedaży są wyroby mrożone nawet i cenionych producentów, które oferują pierogi czy uszka z grzybami ale nie leśnymi a zwyczajnie z pieczarkami – dla mnie to profanacja wigilii. Takie uszka nie mają dla mnie nic wspólnego ze świętami. Oczywiście co kraj to obyczaj i są też w naszym kraju ludzie którzy np nie jadają pierogów z kapustą kiszoną ale zwyczajną słodką, białą. Każdy region Polski ma swoje tradycje świąteczno-noworoczne, również te kulinarne.

Ponieważ moje uszka są już gotowe od kilku dni i czekają tylko by móc je wrzucić na talerz i zalać barszczem z domowego zakwasu, mam chwilę by podzielić się z Wami swoim przepisem :-)

Niech Was nie zdziwi brak precyzyjnych proporcji w gramach – nie na tym polega prawdziwe kucharzenie :-P

Zaczynam od przygotowania farszu. Używam do niego suszonych grzybów. Około 3 garści owych zalewam wrzątkiem i przykrywam talerzykiem żeby się zaparzyły. Kiedy wrzątek będzie już chłodny – taki by móc odcisnąć grzyby dłonią – odsączam grzyby, ale płynu NIE WYLEWAM!

W rondelku na maśle duszę główkę cebuli drobno pokrojoną. Ma się ona zarumienić.

Następnie pokrojone na mniejsze kawałki odsączone grzyby wrzucam do rondla i duszę. Przyprawiam do smaku solą i pieprzem. W zasadzie niczym więcej. Pozostawiam do wystudzenia.

Następnie grzyby uduszone z cebulą przepuszczam przez maszynkę do mielenia mięsa. Dodaję około 2 łyżki tartej bułki. Mieszam, doprawiam jeszcze do smaku i….farsz gotowy. Farsz ma mieć konsystencję pasztetu. Niektórzy dodają jajo – ja tego nie robię.

Teraz zabieram się za ciasto. Ciasto jak na pierogi. Na 2 szklanki przesianej mąki, dodaję 1 szklankę ciepłej (nie wrzącej!) wody, pół łyżeczki soli, i 2-3 łyżki oleju. Wyrabiam ciasto i odkładam je, przykrywając talerzykiem na jakieś pół godziny. Ciasto jest wtedy bardziej elastyczne i fajniej się lepi.

Ciasto rozwałkowuję i wykrawam kieliszkiem do wódki lub likieru kółka. Można też pokroić ciasto na kwadraty.

Na każdym krążku układam trochę farszu i składam na pół łącząc brzegi na ‚pierożka’Następnie na palcu zawijam brzegi do środka i zlepiam je.Et Voile! Uszko gotowe! Oczywiście czynność powtarzam do wykończenia całego farszu.Uszka gotujemy na osolonej wrzącej wodzie do wypłynięcia na wierzch. Jeśli chcemy je zamrozić nie gotujmy zbyt długo ponieważ potem mogą się nam po ugotowaniu rozpadać.

Takie uszka smakują najlepiej. Ja w tym roku zrobiłam ich 220 :-). Najgorzej jest zacząć. Grzybów miałam pod dostatkiem, ponieważ rok był urodzajny. Miałam spory zapas grzybów suszonych i mrożonych. Farsz można zrobić też z grzybów mrożonych. Wystarczy je tylko najpierw obgotować, potem poddusić na masełku, doprawić, wystudzić, zemleć…..reszta dokładnie tak samo jak przy suszonych.

Nie mogę się już doczekać Wigilijnej kolacji…..