Ambasadorka JoFashion – nowy sklep odzieżowy w sieci

Tak się jakoś ułożyło, że zostałam Ambasadorką nowego sklepu odzieżowego w sieci. Tym samym i niniejszym zobowiązana jestem by troszkę sklep zareklamować. Działą on na razie na profilu facebookowym
https://www.facebook.com/JoFashionJoStyle/
Poprzez stronę możecie zapoznać się z ofertą jak i dowiedzieć się gdzie i jak można ubrania nabyć.

A oto kilka z oferowanych w nim ciuszków :-)

Zapraszam do sklepu :-)
https://www.facebook.com/JoFashionJoStyle/

Mary Cohr Paris – Słoneczne mleczko do twarzy i ciała

Jakiś czas temu stałam się szczęśliwą posiadaczką luksusowej linii do opalania Mary Cohr Paris. Dlaczego piszę „luksusowej” linii? Z prostego powodu. Samo to słoneczne mleczko kosztuje około 100 zł, a w zestawie były jeszcze dwa kosmetyki i cudowne lusterko.

Luksus nie zawsze idzie jednak w parze z zadowoleniem – w moim przypadku przynajmniej nie do końca to zadowolenie nastąpiło.

Balsam o którym troszkę Wam opowiem w niniejszym wpisie posiada ochronę SPF15. Stosuje się go zarówno na twarz jak i całe ciało.Pojemność 200 ml. Chroni podczas opalania i zwiększać ma efekt opalenizny. Dzięki „mineralnym ekranom” zwiększa proces powstawania złotej opalenizny.

Mleczko należy nałożyć na skórę około 15-20 minut przed wyjściem na słońce.

Plus – plusy są takie, że balsam ładnie pachnie, dobrze się rozsmarowuje na skórze choć grubą warstwą. Nie pozostawia lepkiego filmu, ale nie ma się wrażenia nawilżenia.

Kolejny plus? Wydajność. Balsam jest gęsty ale jednak wydajny. Nakłada się gruba warstwa ale rozsmarowuje wydajnie choć trudniej niż inne kosmetyki.

Na plus jeszcze to, że faktycznie po kąpieli słonecznej z użyciem balsamu skóra nabiera zdrowego, złotego kolorku. Bursztynowego wręcz.

Minusy? Są i minusy a i owszem. Przede wszystkim  – 20 minut po nałożeniu balsamu i dopiero na plażę, OK, mniej więcej po 45 minutach od nałożenia go, schlapałam posmarowane nogi wodą. Utworzyły się białe krople – jakby woda zbierała balsam ze skóry zamykając je w kroplach. Niestety, po wysuszeniu tego przez słońce, na skórze pojawiły się jakby przebarwienia. Tak jakbym  opalała się przez łyżkę cedzakową. Na szczęście po kąpieli wszystko się wyrównało. To samo powtórzyło się i w wodzie morskiej i rzece i na basenie więc najwyraźniej nie ma znaczenia gdzie się kąpiemy – wod to woda i łączy się z balsamem :-)

Kolejny minus to chyba niezbyt łatwa wchłanialność w porównaniu z innymi tego typu kosmetykami. Balsam wydaje się jakby gęsty, ciężki, potrzeba dłuższej chwili na idealne jego rozprowadzenie. I ostatni minus ale najważniejszy – cena! Gdybym nie dostała balsamu za darmo…w życiu bym go nie kupiła za taką kwotę :/

Czy polecam? Jeśli Cię na to stać? 6/10 – miewałam lepsze. Wolę zdecydowanie olejki do opalania niż balsamy.  Na pewno chroni skórę twarzy! To na 100%. Buzia po takiej sesji na słońcu wygląda pięknie, choć niektórych może wysuszać – ja mam skórę mieszaną i w niektórych miejscach twarzy jednak miałam wysuszenia – co po słońcu jest mimo wszystko zrozumiałe.

Podsumowując – jeśli masz okazję wypróbować przed zakupem – zrób to. Konsystencja mi nie odpowiada, ale akurat innym może. Efekt „po” użyciu – jestem na tak :-)

NIVEA Care – lekki krem przeciwzmarszczkowy – test.

Jakiś czas temu zgłosiłam się w Klubie Nivea do testowania nowego kremu do twarzy. Udało mi się i otrzymałam swój krem.

Oczywiście nie muszę Was przekonywać że na niego czekałam :-)

Krem w plastikowym jak zawsze słoiczku o pojemności 50 ml. Nadaje się do każdego typu cery. Zawiera filtry UV, witaminę E ma właściwości przeciwzmarszczkowe.

Krem ma leciutką konsystencję i bardzo przyjemny zapach – tak jak to zawsze u NIVEA. Lubię zapach kremów Nivea. Są świeże, nie drażniące, przyjemne i charakterystyczne dla tej właśnie marki. Dla mnie to taki znak rozpoznawczy :-) Łatwo się rozprowadza na skórze i wchłania. Działa kojąco i wygładzająco.Skóra staje się jedwabiście gładka i miękka. Przyjemna w dotyku.Krem nie zostawia tłustych śladów. Nic tak mnie nie irytuje jak tłuste plamy po nałożeniu kremu :/

Właściwości kremu przydały mi się w sytuacji kiedy spaliłyśmy się z córką troszkę na słońcu. Pod ręką miałam akurat krem Nivea Care lekki krem przeciwzmarszczkowy. Posmarowałam córki plecy i ramionka i naprawdę szybko ukoiłam jej dyskomfort powtarzając tę czynność jeszcze zaledwie 2 razy później. Sama też zaaplikowałam sobie dawkę kremu na spieczone uda i zachwycona byłam tym, że wchłonął się szybko, wygładził skórę, ukoił pieczenie i szybko przyniósł ulgę dzięki zawartej witaminie E.

Krem jest dość wydajny. Opakowanie poręczne – super, ze mieści się w damskiej torebce i można go mieć pod ręką. Nadaje się nie tylko na delikatną skórę twarzy ale doraźnie na dłonie kiedy braknie nam kremu do rąk lub będąc w plenerze potrzebujemy szybkiego nawilżenia wysuszonych dłoni. Szybko się wchłania, ewidentnie odżywia i nawilża skórę i jest to efekt natychmiastowy. Wygładza ją i nie pozostawia lepkiej warstwy. W te upalne dni które ostatnio nas rozpieszczały stanowi również doskonałą ochronę. Przed wyjściem z domu smarowałam twarz i szyję kremem NIVEA Care lekki krem przeciwzmarszczkowy. Przypominam, że posiada ochronę w postaci filtrów UV, dzięki czemu chroni naszą skórę przed nadmiernym promieniowaniem.

Ja NIVEA Care, przeciwzmarszczkowy krem do twarzy daję 10/10. Jestem bardzo zadowolona. Krem kosztuje około 15 zł za 50ml. Dostępne są również pojemności większe – 100ml.

Miałam już tę przyjemność testować NIVEA lekki krem odżywczy i uważam że marka NIVEA nie odchodzi do lamusa. To marka z wieloletnią tradycją, ciągle się rozwija a jej produkty są coraz lepsze.

Ja polecam. Sprawdziłam na sobie, na twarzy, na dłoniach, na nogach….jest świetny! Kolejny super krem od NIVEA. Dziękuję :-)

Lenor unstoppables – perełki zapachowe

Znów jakiś czas mnie nie było…cóż…wiele się dzieje dobrego i złego, ale znalazłam chwilę czasu by oderwać się choć na chwilę od codziennych spraw i podzielić się opinią – tym razem na temat perełek zapachowych do prania.Saszetki z perełkami zapachowymi Lenor znalazłam w jakiejś gazecie, kolejne dołączone były do płyny do płukania. Chwilę leżały zanim postanowiłam uch wypróbować. Kilka razy zastanawiałam się nad ich zakupem, ale ….szczerze? Uważałam że są zbyt drogie, dlatego forma gratisowych saszetek przekonała mnie do ich wypróbowania.

Z ulotki dowiedziałam się, że perełki w ilości w zależności od naszych preferencji wsypujemy do pustego bębna pralki.

Ja na pierwszą próbę wsypałam około 1/3 saszetki. Do bębna włożyłam też kapsułkę piorącą a na nią wsad czyli rzeczy do prania. Ulotka informowała że można dodać również ulubiony płyn do płukania – pytanie: jaki wówczas sens powielania środków zapachowych? Po co dawać płyn do płukania skoro perełki mają dawać zapach? Oszczędziłam więc sobie płynu i włączyłam pranie.Jakie efekty? No cóż, nie spodziewałam się spektakularnych efektów, ale te w zupełności mi wystarczyły. Już po wyjęciu prania czuć było delikatny zapach, bardzo przyjemny. Wysuszone zaś ubrania pachną subtelnie, zmysłowo i stopniowo uwalniają zapach. Jestem zadowolona z tego rozwiązania. Rzeczywiście pranie jest lekko perfumowane. Nie jest to zapach drażniący, agresywny. Przyjemny i uważam że taki rodzaj środka do płukania prania – myślę tu o nadawaniu zapachu – jest innowacyjne i ciekawe. Na pewno też wygodne. Butelka płynu zajmuje bowiem więcej miejsca niż butelka z perełkami.

Co do ceny i wydajności….wszystko zależy ile perełek zechcemy wsypać do pralki. Myślę że taka saszetka która zawiera 30 g detergentu, spokojnie wystarczy na 2, może nawet 3 prania. Oczywiście jeśli chcemy intensywnego zapachu można użyć całej saszetki….”wsyp tyle ile chcesz albo jeszcze więcej” jak głosi Pani w reklamie :-)

Lenor Unstoppables występuje w trzech wariantach zapachowych (Fresh – testowany przeze mnie, Lavish oraz Bliss) i butelkach o pojemności 275 g. Wystarczy zatem na około 16-20 prań w zależności od ilości wsypywanych do bębna pralki perełek. Jak długo utrzymuje się na odzieży? Również w zależności od tego ile wsypaliśmy do prania. Ja po około 10 g na pranie zapach czułam przez jakieś 3-4  tygodnie trzymając ubrania po praniu w szafce i w zasadzie więcej niż cały dzień noszenia. Producent deklaruje do 12 tygodni – jeszcze tego nie sprawdziłam.

Czy warto? Jeśli nie pierzecie tak często jak ja? Tak. Ja piorę kilka razy w tygodniu ponieważ mam trójkę dzieci – nastolatków zmieniających 2-3 razy dziennie ubrania z przyczyn fizjologicznych – pocenie się i małą dziewczynkę która potrzebuje zmieniać sukienki w zależności od tego w co się aktualnie bawi :-). Cena? Moim zdaniem drogo.  Cena standardowa około 26-30 zł w zależności od tego w jakim sklepie kupujemy. Najdrożej spotkałam się w Tesco – prawie 30 zł, a najtaniej w promocji (obecnie) w Rossmanie poniżej 19 zł

Mimo wszystko polecam – choćby dla porównania z dotychczas stosowanymi detergentami. warto skorzystać z możliwości otrzymania saszetki z perełkami by nie kupować „kota w worku”. Zach jest przyjemny, płyn nam się nie rozleje więc i dozownik w pralce odpocznie z zabrudzeń które mimo wszystko co jakiś czas wyczyścić trzeba. Ubrania przyjemne i subtelnie pachnące inspirowane perfumami. Zachęcam do testów.